Ptak Północy – Rozdział I

Zara obserwowała go spod przymkniętych powiek. Nie dało się nie zauważyć, jak bardzo od nich się różnił. Wrażenie to potęgowały jeszcze usilne zabiegi, jakie podejmował, by pozostać w odosobnieniu. Już po kilku dniach nikt nie próbował nawiązać z nieznajomym rozmowy, nie wypytywał go o nic, tylko wszyscy zwyczajnie zaakceptowali jego obecność. Przywódca ich maleńkiej społeczności zadecydował, że obcy nie stanowił dla nich żadnego zagrożenia. W końcu jedyne czego pragnął, to anonimowość. Tylko starszy wiedział, kim tak naprawdę był tajemniczy podróżnik. Zarze to jednak nie przeszkadzało. Odkąd nieznajomy dołączył do ich taboru, niezmiennie ją fascynował. Usilnie starała się odkryć tego przyczynę, aż wreszcie zmuszona była uznać, że się po prostu zakochała. Gdy to odkryła, najpierw nie spała całą noc, a potem postanowiła, że podąży za ukochanym nawet na sam kraj świata i nic jej już od niego nie odłączy.

Na szczęście przez kilkanaście pierwszych dni września nie zanosiło się na to, by nieznajomy miał odłączyć się od taboru. Co prawda, nawet gdyby Zara miała jeszcze cały rok do namysłu, i tak nie zmieniłaby raz podjętego postanowienia. W tym czasie poznała imię podróżnika – Lore. „Bardzo ładne” – pomyślała i spędziła cały dzień w krainie niedorzecznych, acz całkiem przyjemnych marzeń. Matka z pasją okrzyczała ją nie raz i nie dwa za lenistwo, ale do Zary i tak nic nie docierało. Powtarzała sobie tylko to jedno słowo w głębi serca i miała nadzieję, że te piękne dni będą trwały jak najdłużej, a najlepiej, że już w ogóle się nie skończą.

Los bywa jednak przewrotny, zwłaszcza, gdy czegoś naprawdę mocno pragniemy. Mniej więcej pod koniec września na Zarę niczym grom z jasnego nieba runęła wieść, że ich tabor zawraca na południowy-zachód, czyli w kierunku dokładnie przeciwnym do tego, w którym zmierzał Lore. Gdy dziewczyna zdała sobie sprawę z tego, że czeka ich rozstanie, przepłakała całą noc, wyrzucając sobie, że zapomniała o nadchodzącej zimie, którą zawsze spędzali w ciepłych krajach na południu. Nad ranem zaś przypomniała sobie o swoim postanowieniu i uznała, że nie ma innego wyboru, jak niewzruszenie przy nim trwać. Ewentualnie mogła jeszcze rzucić się pod odjeżdżające wozy w ramach niemego protestu przeciwko zabijaniu jej miłości.

Dzień przed odejściem podróżnika Zara spędziła na wzdychaniu i rzucaniu smętnych spojrzeń na to wszytko, co znała od dziecka, a co miała opuścić już na zawsze. Wiedziała, że rodzice, z racji na jej liczne rodzeństwo, nie będą rozpaczali. Osiągnęła już zresztą wiek stosowny do tego, by samej decydować o swoim losie. Miała jednak przeczucie, że będzie tęsknić za rodziną. Nie mogła jednak podjąć innej decyzji i miała nadzieję, że rodzice i cała społeczność to zrozumieją.

Przeczuwała, że Lore będzie próbował opuścić obóz przed świtem, by uniknąć ciekawskich spojrzeń. Wszystko miała przygotowane – swój tobołek z najpotrzebniejszymi rzeczami, list pożegnalny do rodziny, trochę pieniędzy na drogę. Ustawiła się przy oknie wozu, odsunęła delikatnie zasłonę i obserwowała ciemne, kanciaste kształty obozu. Czuła ogarniającą ją melancholię i, co gorsza, senność. Potrząsała z irytacją głową, pragnąc przegnać jedno i drugie. Wreszcie dostrzegła jakiś ruch w ciemnościach. Przygryzła wargę i rozpoczęła odliczanie. Przy stu cichutko, na paluszkach przecisnęła się przez zagracone wnętrze wozu do drzwi i jeszcze raz spojrzała na pozostałości swego dzieciństwa. Potem wyszła na mrok nocy. W marzeniach już wylewała gorzkie łzy w jego ramionach.

***

Na maleńkiej polance migotało ognisko, wokół którego w milczeniu siedziało dwoje podróżnych. Ona miała ciemną skórę i kręcone włosy, w których odbijał się blask ognia. Na jej twarzy malowała się nieśmiałość i niepewność, ale oczy dziewczyny rozmarzone wpatrywały się w człowieka siedzącego po drugiej stronie ogniska. Zakapturzony, przybrał malowniczą, niby niedbałą pozę samotnika, ale z jakiegoś powodu atmosfera wokół niego gęstniała z każdą sekundą. Napięcie zdawało się rosnąć, zupełnie samoistnie.

Ktoś, kto nie znał ich historii, mógłby całkiem opacznie zinterpretować tę scenę.

***

Zara nie mogła uwierzyć w swoje szczęście. Cała tęsknota za domem opadła z niej jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, kiedy zobaczyła jego oczy i malujące się w nich cierpienie. Postanowiła, że właśnie ona go uszczęśliwi. W końcu nie kazał jej iść precz, tylko pozwolił jej zostać u swego boku, więc może sam coś do niej czuł. Nie odpowiedział, co prawda, nic na jej gorące wyznanie, ale wydawał się nim do głębi poruszony. Z pewnością nie była mu obojętna. Na pewno po prostu czuł się skrępowany jej obecnością i być może nawet… Nawet zbyt szczęśliwy, by w to szczęście uwierzyć? Zara spojrzała raz jeszcze czule na jego przygarbioną sylwetkę. Tak, jej życie już zawsze miało tak wyglądać.

Jej marzenia na jawie przerwał nagle niespodziewany dźwięk. Głębokie westchnienie wyrwało się z piersi Lore’a, a za nim z ust udręczonego wędrowca wymknęło się także dosyć nieporadne, aczkolwiek nadzwyczaj oryginalne przekleństwo. Zara w ciężkim szoku zapatrzyła się na mężczyznę, który tymczasem wstał, gwałtownym ruchem ściągnął z siebie płaszcz samotnika i wrzucił go do ognia.

– Cholerne przebranie i cholerna rola! – wrzasnął i ni stąd, ni zowąd, wybuchnął złowrogim, urywanym śmiechem. Dziewczyna nie mogła uwierzyć w to, co widziała. Lore tymczasem, wciąż z tym samym, obłąkańczym uśmiechem na ustach, ze swojego tobołka wyciągnął granatowy płaszcz z błazeńskimi, srebrzystymi gwiazdkami i owinął się nim ostentacyjnie.

– Chrzanić ostrożność i cały ten cyrk – wymruczał do siebie, a potem wbił w Zarę nieodgadnione spojrzenie – Ha! Chciałaś ze mną podróżować i nie dałaś sobie tego wybić z głowy, chociaż mówiłem ci, że nie powinnaś wiązać swego losu z kimś, kogo zupełnie nie znasz. Niech będzie. Specjalnie dla ciebie nie będę udawać już ponurych herosów z romansów dla naiwnych panienek i wyłożę kawę na ławę…

W tym momencie przerwał tylko po to, by teatralnym gestem pokazać na nią palcem, co było już wystarczająco niegrzeczne, pomijając całe jego szalone przemówienie. Zara wstrzymała oddech.

– W rzeczywistości, moja droga, jestem najbardziej znanym ze swego błazeńskiego charakteru magiem w stolicy! Spisania wszystkich moich wybryków i występków nie podjęliby się nawet elfowie z Północnej Wieży. A największym moim wykroczeniem jest głupota, której zawdzięczasz to, że tu stoisz, chociaż nie masz żadnego do tego prawa. Bowiem wyruszam w długą i niebezpieczną wyprawę, która…

Im więcej mówił, tym bardziej mag zapalał się do swojego przemówienia. Zara już od pewnego czasu nie słuchała go wcale, zastanawiając się, dlaczego dookoła niej panuje tak przedziwna cisza, a przed jej oczami latają mroczki. Zrozumiała, że za chwilę zemdleje, a, co jeszcze bardziej prawdopodobne, że umrze z rozpaczy albo na apopleksję, w każdym razie, nagłą śmiercią. Zrobiła więc jedyne, czego jeszcze mogła dokonać na tym padole łez i trzasnęła samozwańczego maga, który wyrzucał z siebie potoki słów, prosto w twarz.

***

– Powinnaś nauczyć się kontrolować swoją siłę. Masz jej zdecydowanie za dużo, jak na kobietę.

Trudno było stwierdzić, czy mag oczekiwał odpowiedzi na swoją uwagę, tak czy siak jednak, nie otrzymał jej. Zara nie zaszczyciła go nawet spojrzeniem. Sukcesywnie ignorowała go odkąd obudziła się z czarnego, głębokiego snu i zdała sobie sprawę z tego, że nie tylko wciąż jeszcze żyje, ale w dodatku musi cierpieć okropny ból głowy. Chciało jej się płakać z żalu i wściekłości, gdy przypomniała sobie, jakie wypadki doprowadziły ją do tego momentu, ale była zbyt dumna, by sobie na to pozwolić. Tym bardziej, że mag, poza tą jedną uwagą, nie wspomniał ani słowem o nocnym incydencie, tylko w milczeniu przygotował im posiłek. Lewy policzek miał spuchnięty, a wargę rozciętą. Nie dało się nie zauważyć, że nie bardzo wiedział, co zrobić z Zarą, która wcale nie zdradzała ochoty powrotu do rodziny. Też miała dokąd wracać! Byłoby to równoznaczne z hańbą na całe życie. Nie, nie miała innego wyboru, jak wyruszyć w podróż wraz z tym obrzydliwym oszustem i przy najbliższej nadarzającej się okazji poszukać szczęścia i pracy w jakimś mieście.

Lore z pewnością z chęcią odwiódłby ją od tej decyzji, nie miał jednak najwidoczniej odwagi, by spróbować. Zara traktowała go jak powietrze i miała nadzieję, że tym samym wzbudzi w nim żal i poczucie winy. Może nawet mag będzie błagał ją na kolanach o przebaczenie? Miała w każdym razie nadzieję, że, jeżeli ma to nastąpić, nastąpi jak najszybciej. Nie zamierzała bowiem podróżować z magiem zbyt długo. Jakakolwiek niebezpieczna misja na niego czekała, ona z pewnością nie chciała brać w niej udziału.

***

Pierwszy dzień ich wędrówki był słoneczny i parny, aż dziw uwierzyć, że wrzesień miał się ku końcowi. Zara bez większego zainteresowania patrzyła na dobrze znany krajobraz. Wciąż jeszcze szli przez okolice, w których tabory często zatrzymywały się na jakiś czas. Miało się to jednak zmienić już wkrótce. Przed nimi czerniała ściana ogromnego lasu, który Zara zawsze oglądała tylko z bezpiecznej odległości. Na jego widok odczuła dreszczyk ekscytacji i na chwilę się ożywiła. Ten cień wyglądał tak kusząco! Czuła, że bezlitosne promienie słońca powoli pozbawiają ją sił. Zastanawiała się, jak mag wytrzymywał w swoim gwiezdnym płaszczu, na który znowu narzucił jakąś poszarzałą płachtę i przybrał niedostępny, ponury wyraz twarzy. Zara nie mogła na niego patrzeć. Ten widok przypominał jej o tym, że została w bezlitosny sposób oszukana.

Las, na który Zara spoglądała z takim wytęsknieniem, okazał się jeszcze bardziej dusznym, gorącym i zatęchłym miejscem niż łąki, po których do niedawna wędrowali. Wystarczyło pół godziny marszu, by dosłownie dusiła się ze zmęczenia i braku powietrza. Jeszcze chwila w tym lesie, myślała ponuro, a przełknę swoją dumę i zacznę go błagać, byśmy wynosili się z niego jak najszybciej. Podejrzewała nawet, że mag specjalnie zaciągnął ją w to straszne miejsce, by złamać jej opór, ale wystarczyło jedno spojrzenie na jego twarz, by dała sobie spokój z takimi podejrzeniami. Od Lore’a biły troska i niepokój. Co jakiś czas przystawał i rozglądał się lub nasłuchiwał.

– Coś jest nie tak z tym lasem – mruknął za którymś razem – Bardzo, ale to bardzo pragnie rozdzierać, miażdżyć i mordować. Pierwszy raz czuję coś takiego. Im szybciej go opuścimy, tym lepiej.

Od czasu tego stwierdzenia, Zara czuła się jeszcze gorzej. Lore zwiększył tempo marszu, jednak nie wydawało się, by mieli wkrótce wyjść na wolną od drzew przestrzeń. Poza tym dziewczyna boleśnie zdawała sobie sprawę, że mag miał rację. Zewsząd otaczała ich wrogość. Gałęzie smagały ją po twarzy, potykała się o korzenie. Walczyła o każdy oddech. Zastanawiała się, czy mag nie mógłby coś na to poradzić. Nie czuła się już na siłach, by okazywać mu choćby cień pogardy. Jednak gdy już miała się do niego odezwać, jej zmysły zarejestrowały coś nowego. Ciężki, niepokojący zapach, który mógł oznaczać tylko jedno – rozlew krwi.

Wreszcie drzewa przerzedziły się i wyszli na okrągłą polanę, nad którą czerwieniło się wieczorne niebo. Powietrze stało się wreszcie nieco bardziej rześkie. Zara jednak zapomniała w ogóle o tym, że powinna odczuć ulgę. Zamiast tego poczuła się przytłoczona zapachem krwi i gnijących ciał, który przyniósł do niej lekki podmuch wiatru. Natychmiast odwróciła wzrok od żałosnych szczątków, które leżały na ziemi, poczuła jednak, że mimo to zaraz zwymiotuje. Przeniosła przerażony wzrok na maga, który ponurym wzrokiem oglądał trzymane w ręce ogromne, czarne pióro.

– A jednak – wyszeptał – Pogłoski były prawdziwe.

Wreszcie przeniósł wzrok na sparaliżowaną Zarę.

– Być może dobrze, że to zobaczyłaś – powiedział – Mam nadzieję, że teraz w końcu rozumiesz, dlaczego nie możesz dalej ze mną podróżować. Kiedy tylko opuścimy to przeklęte miejsce, nasze drogi powinny się jak najszybciej rozejść.

Zara słuchała go w milczeniu. Nie miała nawet siły, by powiedzieć mu, że od początku miała taki zamiar. Bała się, że już nigdy nie będzie w stanie wydobyć z siebie głosu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s