Ptak Północy – Prolog

Na najbardziej wysuniętym na wschód ramieniu Gór Kryształowych swoją siedzibę ma pewne elfickie bractwo. Tam, w samym sercu lodowej pustki, na odludziu tak strasznym, że nie zapuszczają się w tamte okolice nawet najbardziej zaprawione ludy koczownicze, odważni śmiałkowie mają jedyną szansę na zdobycie nieśmiertelności. Tego tak strzeżonego przez elfy skarbu udziela się jednak nie za męstwo, odwagę czy wytrzymałość, które co prawda są konieczne, by dotrzeć do sięgającej szczytów gór Wieży. Nie, przywilej ten przysługuje tylko tym, którzy bezgranicznie oddadzą się na służbę mędrcom. Warunek jest jeden – śmiertelnik tak długo cieszy się przywilejem wiecznego życia, jak długo godzi się na przepisywanie elfickich ksiąg zebranych w Wieży. To właśnie w niej historia świata jest spisywana raz po raz, opracowywana, nauczana i analizowana. Przez ludzkie ręce przepływają miliardy lśniących czarnym atramentem liter, które tworzą słowa, zdania, rozdziały i wreszcie całe księgi. Każda z ras zamieszkujących Wieżę ma zupełnie inne cele i myśli o czym innym: śmiertelni pragną uwolnić się spod władzy tej, która ma prawo zakończyć ich życie, zaś wiecznie żyjący pożądają poznania i zrozumienia tego, co było, by móc lepiej przewidywać bieg tego, co będzie. Jest to jedyne miejsce na świecie, gdzie ludzie i elfowie żyją w tak niezwykłej symbiozie. Jest to również jedyne miejsce na świecie, w którym przeszłość rządzi nad teraźniejszością, a co za tym idzie, w którym nigdy nie zaczynały się historie bohaterskich czynów i wielkich wypraw ani nawet skromnych wędrówek. Do czasu, oczywiście.

***

– Czy mogę zrobić sobie przerwę?

Elf spojrzał przelotnie znad oprawionej w skórę księgi na swojego nowego podopiecznego.

– Oczywiście, możesz odpoczywać tak długo jak chcesz – odparł i wrócił do lektury dziennika. Ostatni przypadek, który w nim opisał wciąż go fascynował. Człowiek ów nie wytrzymał w Komnacie nawet jednego dnia. Elf wciąż usiłował znaleźć wytłumaczenie stanu, w jakim śmiertelnik znalazł się po zobaczeniu stosów ksiąg, których przepisanie było jego ceną za nieśmiertelność. Czyżby nie wiedział, na jakich zasadach działała „ofiarność” Wieży? Ze studiów nad ludzką naturą, jakie prowadził elf, wynikało, że plotki niesamowicie szybko rozchodzą się wśród społeczeństw złożonych z przedstawicieli tej rasy. Być może akurat ten człowiek przecenił swoje siły. Albo po prostu nie lubił ksiąg.  Z jakiegoś powodu jednak, te teorie nie zadowalały elfa.

– Przesadzasz – z rozmyślań wyrwał go uparty głos dziecka – Nie mogę przecież odpoczywać cały czas, kiedy tu jestem. To by oznaczało odpoczywanie całą wieczność. Niewypełnianie waszego warunku. Bez sensu.

– Owszem, nie możesz – elf uśmiechnął się nieznacznie – Nie ma czegoś takiego jak wieczny odpoczynek, poza śmiercią, oczywiście. A to właśnie przed nią wszyscy tu uciekacie, nieprawdaż?

– Aleś ty ironiczny – prychnęła dziewczynka, ale wzdrygnęła się nieznacznie na słowo „śmierć”. Wstała wreszcie od stołu zawalonego papierami i przeciągnęła się. Na jej twarzy już widniało kilka czarnych, atramentowych plam. Z ciekawością przespacerowała się po Komnacie, zaglądając we wszystkie kąty, a elf tymczasem wrócił do lektury. Machinalnie zastanawiał się, czy nie spytać swojej nowej towarzyszki w sprawie jej poprzednika. W końcu śmiertelnik zawsze lepiej zrozumie innego śmiertelnika.

– Hej! – zawołała po chwili dziewczynka, znowu mu przerywając. Jej głos zdradzał pewne zaniepokojenie – Chyba nie muszę cały czas siedzieć w tym pokoju, prawda? No bo tutaj nawet nie ma łóżka i to by było zupełnie jak w więzieniu…

Elf, nie podnosząc wzroku znad księgi, wskazał jej niepozorne drzwi kryjące się za jednym ze stosów złożonych przede wszystkim ze skóry i papieru. Dziewczynka momentalnie za nimi zniknęła i już po chwili słychać było okrzyki zachwytu dobiegające z tamtego kierunku. Elf westchnął. Pierwszą rzeczą, którą powinien zanotować odnośnie ludzkich dzieci, była ich nadmierna żywotność.

Ledwie kilka minut po tym, jak to pomyślał, coś trącało go już w nogę. Znów usłyszał natarczywe:

– Hej!

Podniósł udręczony wzrok.

– Tak?

– Nie rób takiej miny, jakbym była jakimś natrętnym owadem. To, że jestem dzieckiem, nie oznacza, że jestem głupia – burknęła dziewczynka i na chwilę straciła wątek, by wreszcie przypomnieć sobie, o co chciała zapytać – Jak właściwie masz na imię?

W oczach elfa zamigotało zdziwienie. Mała rzuciła mu podejrzliwe spojrzenie.

– Chyba masz jakieś imię, prawda?

– Owszem, mam, ale dla śmiertelnika może wydać się ono dosyć długie – odparł. Dziewczynka zastanawiała się przez chwilę.

– To jak mam cię nazywać?

Tym razem to elf potrzebował chwili namysłu. Nie potrafił sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz jakiś śmiertelnik, którego pilnował w Komnacie, zapytał go o imię. Ludzi to po prostu nie obchodziło.

– Illiyo – powiedział wreszcie – Możesz nazywać mnie Illiyo. W dużym skrócie tak właśnie mam na imię.

Dziewczynka pokiwała głową, przyswajając sobie nowe słowo.

– Illiyo. W porządku. A ja jestem Elsa.

Przez chwilę stała w milczeniu, wpatrując się w niego, a potem, niby straciwszy zainteresowanie, wróciła do przeglądania ksiąg i papierów, które zebrały się dookoła dębowego stołu. Elf ostrożnie wrócił do lektury dziennika, od czasu do czasu z niepokojem spoglądając na Elsę. Wyglądało jednak na to, że nie zamierzała go już więcej niepokoić. Czuł się trochę zmęczony jej pytaniami, ale doszedł do wniosku, że taki kontakt z nią może być całkiem pożyteczny dla jego studiów. Z niejakim smutkiem myślał więc o tym, że dziewczynka najprawdopodobniej nie wytrzyma zbyt długo w Komnacie.

***

Z nadejściem wieczoru, którego czyste, zapadające już za widnokrąg światło wpadało do Komnaty przez oszklone okna, Illiyo zaczął zbierać się do odejścia. Elsa wciąż zajęta była czytaniem zapisków swoich poprzedników i przeglądaniem ksiąg, gdy elf wstał ze swojego miejsca na podłodze.

– Idziesz gdzieś? – zapytała zdziwiona.

– Tak, chcę coś jeszcze sprawdzić w bibliotece przed snem. – odparł.

– To nie będziesz mnie pilnował w nocy? Żebym nie uciekła?

– A czy masz taki zamiar? – zapytał rozbawiony. Dziewczynka pokręciła stanowczo głową. – No widzisz? To nie miałoby sensu. Przecież nie jesteś tu więźniem. W innych Komnatach ludzie nawet nie są pilnowani. Ja siedzę tutaj całymi dniami tylko z powodu moich studiów. Tak naprawdę w każdej chwili możesz opuścić Wieżę.

– Ale wtedy znowu będę śmiertelna! – zaprotestowała głośno.

– Oczywiście, na tym to wszystko przecież polega.

Elsa zasępiła się. Illiyo już miał wyjść, gdy w drzwiach zatrzymało go kolejne pytanie.

– Byli już ludzie, którzy stąd odchodzili?

Elf zastanawiał się przez chwilę nad odpowiedzią.

– Powiem tak: żaden człowiek jeszcze nie wytrzymał wieczności w Komnacie. Wszyscy w końcu z ulgą lub całkowicie obłąkani rzucali się w objęcia śmierci.

Na twarzy Elsy odmalowało się bezgraniczne zdumienie.

– Jak to? Dlaczego?

Elf wzruszył ramionami.

– Twierdzili, że życie, jakie tu prowadzą nie jest „życiem” w pełnym tego słowa znaczeniu i że wolą śmierć. Niewiele zajęć poza przepisywaniem ksiąg czy rozmową ze mną można znaleźć w Komnacie. A jak dotąd nikt nie zagustował w tym ostatnim.

– Przecież teraz rozmawiamy całkiem normalnie! – zaprotestowała Elsa.

– Rozmowa nie jest zwyczajną wymianą informacji, tylko nawiązaniem więzi – uśmiechnął się Illiyo – A to się bardzo rzadko zdarza pomiędzy nami a śmiertelnikami.

Dziewczynka tylko wydęła policzki w odpowiedzi, a potem przyjęła zdecydowany wyraz twarzy.

– Ja będę inna – szepnęła dobitnie, a jej oczy błysnęły. Elf nic na to nie odrzekł, chociaż mógł powiedzieć, że każdy człowiek, który znalazł się w tej Komnacie tak twierdził na początku, z takim samym ogniem płonącym w oczach. Z czasem ogień ten przygasał, a następnie zapalał się na nowo, tylko tym razem jako oznaka obłędu. Jednak Illiyo czuł, że dziewczynka i tak go nie posłucha. A może po prostu było mu jej żal. Milczał więc.

W tym czasie Elsa przygotowała sobie następne pytanie. Zastanawiała się nad tym już wcześniej, przeglądając księgi leżące na stole, a widząc, że elf stoi już w drzwiach, zdała sobie sprawę, że prawdopodobnie jest to ostatnie pytanie, jakie zdąży zadać.

– Hej! – zaczęła więc. Elf uniósł brew.

– Nie musisz zaczynać każdego zdania od „hej”.

– Wcale nie zaczynam! – oburzyła się dziewczynka i zaraz zmarszczyła czoło, usiłując przypomnieć sobie, o co chciała zapytać.

– He… To znaczy, tak się zastanawiałam, czy komukolwiek udało się dojść do teraźniejszych wydarzeń w przepisywaniu tych historycznych ksiąg…

– Nawet niejednemu – odparł elf – Ale żaden z nich nie przepisywał ich od początku, tylko od miejsca, w którym przerwał jego poprzednik.

– No tak. Rozumiem. – powiedziała Elsa i zaraz wymruczała do siebie – Zastanawiam się, czy i mi się to uda…. Ech, co ja gadam? To chyba oczywiste, że tak!

Illiyo nic już na to nie odpowiedział. Skłonił się tylko nieznacznie dziewczynce na pożegnanie i wyszedł. Z jego obliczeń wynikało, że Elsa już w niedługim czasie dogoni bieg historii, tym bardziej, że ostatnimi czasy jej koło toczyło się w zawrotnym tempie. Wiedział jednak z doświadczenia, że jedynie opisywanie zdarzeń, bez bezpośredniego w nich udziału, było torturą dla śmiertelników. Dopiero wtedy zdawali sobie sprawę z tego, że z własnej woli porzucili teraźniejszość, która w ich przekonaniu równała się życiu. Elf nie rozumiał tego, jednak, choć nie mógł zaprzeczyć, że tacy ludzie stanowili idealne obiekty dla jego badań, trochę im współczuł. Nie potrafił czerpać satysfakcji z przyglądania się cierpieniu żywej istoty. Dlatego miał nadzieję, że to biedne dziecko, które z pewnością doświadczyło już wiele złych rzeczy w życiu, podda się i zniknie z Komnaty zanim nastąpi ten moment.

Ptak 1

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s